czwartek, 10 stycznia 2013

Rozczarowania


Zestawienie 10 najlepszych najfajniejszych naj, naj, naj są wszędzie sam zresztą w jednym takim plebiscycie oddałem głos, a w innym komiks do mojego scenariusza jest nominowany do tytułu komiks roku. Zatem u mnie inaczej: lista "naj" ale największych rozczarowań roku 2012 i nie dziesięciu a pięciu.

A co to się działo w 2012?  Rok był rekordowy.  Wydano 424 komiksy z czego 126 to komiksy polskich autorów, dla porównania najlepszy rok „komiksowego boomu” to 422 albumy wydane w  2003 roku.



1. Zadymiony przedział polskiego komiksu
Czytając polskie albumy mam wrażenie, że jednostka statystyczna pod nazwą „ twórca polskiego komiksu” egzystuje w totalnym oderwaniu od otaczającej ją rzeczywistości. Nie interesuje go nic poza opowiedzeniem zabawnej bądź smutnej historii, która konkuruje z innymi zabawnymi bądź smutnymi  historiami z gier, filmów seriali…

To chyba największe rozczarowanie tego roku – twórcy którzy sami się wykluczają. W żaden sposób nie reagują na to co ich otacza. 

Autorzy odklejają się od rzeczywistości, snując swoje bajki dla coraz mniejszego grona odbiorców. Myśląc o tym mam przed oczyma zadymiony przedział, pełen rysowników i scenarzystów, zajętych głównie sobą, wymyślających kolejne historyjki, mających w głębokim poważaniu to co widać za oknem  pędzącego pociągu.

Wyjątki to komiksowy debiut Agaty Wawryniuk, „Pocztówki z Białegostoku” Joanny Karpowicz, czy „Ogród” Agaty Bary.



2. Getto Story artu
Pozycja numer dwa łączy tak wiele wątków że sam nie wiem od czego zacząć…


Po pierwsze wyjście z getta – to hasło nadało ton dyskusji o komiksie w Polsce w ubiegłym roku. Chodzi tutaj o postulowane przez Sebastiana Frąckiewicza wyjście z komiksowego getta poprzez szeroka bramę sztuki współczesnej. Komiks miałby być stałym elementem obiegu galeryjnego, przedmiotem westchnień kolekcjonerów  i elementem dyskusji krytyków o sztuce współczesnej.

Miało to dać komiksowym twórcom wymierne korzyści w postaci strumienia pieniędzy (tak potrzebnych dodajmy) ale przede wszystkim, zdaniem Frąckiewicza, obieg galeryjny miał dać szanse na wyjście komiksu do szerszej publiczności. Postulat ten łączy się bezpośrednio z terminem Story-art lansowanym przez  Jakuba Woynarowskiego.

Bzdurzenie Woynarowskiego doskonale punktuje Jerzy Szyłak w książce „Komiks w szponach miernoty”(kolejne przełożenie premiery tej książki to też spore rozczarowanie…) lepiej niż on tego nie zrobię, więc odsyłam bezpośrednio do książki .
Wracając do samego wyjścia z getta. Pomijam argumenty o przejściu do innej niszy i zerowej szansy na poszerzenie komiksowej publiczności, o wyrwaniu komiksu z jego naturalnego środowiska i nadanie mu abstrakcyjnie sztucznej formy,  bo te padły nie raz i nie dwa.

To, o czym nikt głośno nie powiedział to to, że propozycja Frąckiewicza ( komiks w obiegu galeryjnym) wyklucza z kręgu komiksowych twórców kogoś takiego jak scenarzysta, sprowadzając komiks do ułożonych w jakimś porządku obrazków.



3. Cyfrowa porażka
Ktoś wystrzelił jak z armaty: polski komiks już za 5 minut podbije nowy rynek- tablety i smartfony dzięki nowej super, ekstra platformie cyfrowej dystrybucji. Pojawił się spory artykuł w Polityce( autorstwa Sebastiana Frąckiewicza),zapowiadający start aż dwóch (sic!) platform e-handlu komiksami, miały to być serwis ComicMelon.pl  i tajemnicza współpraca Kultury Gniewu i Artura Kurasińskiego.  Obudzono wielkie nadzieje, głosy sceptyków-realistów(np. mój zakrzyczano) i…

Do dzisiaj mamy wielkie nic.

ComicMelon.pl sprzedaje w cenie wydań papierowych propagandówki historyczne Zin Zin Pressu, a projekt tajemniczy pozostaje nadal tajemniczy.

Sam pomysł o kilka lat spóźniony najzwyczajniej w świecie przegapił swój moment.

Całemu temu cyfrowemu zamieszaniu dopisał zakończenie założyciel nowego wydawnictwa komiksowego Wojciech Szot. Odpowiadając na pytanie Sebastiana Frąckiewicza, o to czy komiksy jego wydawnictwa pojawią się w wersjach cyfrowych stwierdza: ”(…)  zrównoważenie w tym przypadku kosztów z przychodami jest raczej niemożliwe.”

  

4. Komiksowy wstyd
Sierpień 2012 rusza akcja „Międzygalaktyczny dzień czytania komiksów”, czyli publiczne czytanie komiksów. Świetna akcja, zaangażowani w nią byli i wydawcy i fani i organizatorzy MFK. Po prostu super. Na facebooku pojawiają się zdjęcia bezdomnych czytających komiksy. Niestety nie jest projekt artystyczny na miarę projektów Betlejewskiego tylko zwykła beczka śmiechu - pytanie z czego? z bezdomnych? Z czytania komiksu? Z biedy?
Komiks to wiadomo towar luksusowy może dlatego łatwo z takiej bezpiecznej pozycji śmiać się z tych którym w życiu się nie udało.
Zdjęcia rozchodzą się wirusowo, kilkadziesiąt osób ze środowiska lubi, podaje dalej słowem jest zachwycona, zdjęcia trafiają nawet na oficjalną stronę wydarzenia obsługiwaną przez MFK. Nikt nie widzi problemu, nikomu nie jest choć odrobine nieswojo w związku z  tymi zdjęciami. W przyszłym roku może zobaczymy dzieci z porażeniem mózgowym czytające komiksy pod siedzibą Łódzkiego Centrum Komiksu?
Po prostu wstyd.


    
5. Naiwność i zawiedzione nadzieje
Wydarzenia, dyskusje, autorzy, autorki wszystko pięknie ale gdyby ktoś miałby mnie spytać o najbardziej rozczarowujący polski komiks ubiegłego roku, to bez dwóch zdań wskazałbym na „Wszystko zajęte” Marcina Podolca.
Bo to oderwana od rzeczywistości (choć udająca obyczajową obserwację), bardzo naiwna powiastka. Podolec do takiego stopnia nieudolnie  kreuje związki i relacje miedzy bohaterami swojego komiksu, że czytelnik totalnie się w tym gubi. Bohaterowie mówią do siebie i o sobie w tak różny sposób, na przestrzeni tych kilkudziesięciu stron, że nie można odczytać co ich łączy! A całość przypomina wyobrażenia nastolatka o życiu, śmierci miłości i całej reszcie w formie arcy poważnej obyczajowej obserwacji.  Podolcowi obrywa się głównie przez zawiedzione nadzieje – jego poprzedni komiks do scenariusza Grzegorza Janusza ustawił poprzeczkę bardzo wysoko, „Wszystko zajęte”  mimo fantastycznych ilustracji potwornie rozczarowuje.