piątek, 4 stycznia 2013

Niepotrzebna terapia



Nie wiedziałem kim jest scenarzysta "Mojej Terapii". Przegapiłem modę na kombatantów polskiej muzyki rozrywkowej i do dzisiaj nie wiem kto obalił komunizm: Perfect czy Lady Punk. Tym bardziej cieszyłem się na enigmatyczne zapowiedzi wydawnictwa Centrala.

Enigmatyczne bo  poza informacją na temat twórców i entuzjastycznych reakcji ludzi, których nazwiska nie mówią mi nic (lub prawie nic) nie ma w nich słowa o tym o czym ten komiks jest. Zestawienie autorów czyli Szaweł Płóciennik świetny, wszechstronny rysownik i jak stoi w biogramie Sławomir Gołaszewski "postać kultowa i niezwykle zasłużona dla polskiej kultury alternatywnej" pozwalało przypuszczać, że to opowieść o Gołaszewskim właśnie.

Pomyłka, bo o samym Gołaszewskim dowiedziałem się tyle ile wyczytałem w biogramie. Ten album nie jest pamiętnikiem, nie jest to osobisty zapis jakiegoś doświadczenia, jako elementu autobiografii bo jest to zbyt oględne i wyprane z jakichkolwiek osobistych refleksji. Głównym bohaterem "Mojej terapii" jest bliżej nie znany ktoś, który robi nie wiadomo co, nie wiadomo dlaczego, nie wiadomo po co, ale wiadomo gdzie na Bezlekowym Oddziale Terapii Dziennej.

No dobrze. Jeśli nie bohater jest tu kluczem to może właśnie sam ośrodek?


Bohater/narrator wprowadza nas w świat nowej psychologii, tłumacząc w dwóch zdaniach i jednym przypisie czym jest psychologia humanistyczna i dezintegracja pozytywna. Przy czym hierarchia opowiadania o tym jest co najmniej zastanawiająca. Przedstawiając ordynatora oddziału Janusza Sulgostowskiego, jednego z założycieli  Instytutu Psychoneurologicznego, więcej miejsca i "czasu" poświęca jego hobby, jakim była hodowla jamników niż jego pracy naukowej. A sama terapia?

Poznajemy jej elementy, ale rozrzucone we wspomnieniach Gołaszewskiego przedstawiają chaotyczny obraz bezsensownych działań prowadzących donikąd.

Jeśli nie bohater i jego doświadczenia, jeśli nie instytut i jego działalność to może pacjenci i ich historie są tutaj kluczem?

Na pewno tak. Ich historie wybijają się na tle całości tej nowelki. Jednak dystans z jakim Płóciennik ilustruje opowieść Gołaszewskiego sprawia że opowieści o pacjentach są szarym tłem, dla… już naprawdę nie wiem czego. Najbardziej dramatyczny moment tej opowieści, samobójstwo jednej z pacjentek jest przedstawione w tak bezbarwny i wyzuty z emocji sposób, że jej śmierć ma mniejsze znaczenie dla scenarzysty niż fakt wspólnych śniadań z pacjentami.

"Moja terapia" to komiks o niczym. Nie widzę tutaj międzypokoleniowego pomostu, nie widzę autobiografii, ani obyczaju. To, co zobaczyłem podczas i  po lekturze to ilustrowany zapis wspomnień, anegdotek. Dobrze zrealizowana przez rysownika nikomu niepotrzebna publikacja.