poniedziałek, 22 października 2012

Debiutanckie rozmówki


Stoję w księgarni przed pólka z komiksami. Obok mnie stoi taki ktoś, kto patrzy na to, co wydane zostało w tym roku, przegląda to i tamto, a w myślach przelicza na co go stać. Po minie widzę,  że z portfela mu się nie wylewa.

Stoi tak i duma, a ja zamiast tak stać jak kołek to, chcę doradzić i pomóc w wyborze i mówię:

Kup „Rozmówki polsko-angielskie”!
 - Bo na klasyków zawsze będziesz miał czas
- Bo na licencyjne komiksy możesz poczekać
- Bo nowości polskie nie uciekną
A to jest debiut, ważny i wyjątkowy debiut.

Powyższa historia nie miała prawa się wydarzyć, bo przecież komiksów od dawna nie ma w zwykłych księgarniach, a świadomy czytelnik to ginący gatunek (szacuje się, że w naturze występuje około tysiąca osobników).

Dyskusje o tym dlaczego tak jest, z rzadka dotykają przyczyny, a z reguły zamieniają się w pogadanki jak temu przeciwdziałać, a te urywają się na jakiś komunałach o potrzebie promocji, bo przecież są komiksy, które „wyszły z getta”, zainteresowały  się nimi media, dotarły do niekomiksowego odbiorcy.

Być może zamiast głośno krzyczeć „Dlaczego?” powinniśmy postawić zupełnie inne pytanie: Co ma do zaoferowania czytelnikowi polski komiks, czego nie znajdzie on nigdzie indziej?

Poza nielicznymi wyjątkami, bardzo niewiele. To, co proponuje to opowiadanie historii, które konkurować muszą z innymi, podobnymi historiami z gier, filmów seriali i książek.

Z roku na rok obserwuję jak komiksy polskie odklejają się od rzeczywistości, snując swoje bajki dla coraz mniejszego grona odbiorców.

Wybaczcie ten przydługi wstęp, ale bez tego trudno mówić o albumie Agaty Wawryniuk, który poza wszystkim innym, przełamuje ten schemat wsobności polskiego komiksu. Atakuje czytelnika osobistą historią, podaną w fenomenalny sposób, opartą na rzeczywistym doświadczeniu i co najważniejsze w mikro skali prezentujący wycinek naszej rzeczywistości.

Po raz pierwszy od bardzo dawna, mam wrażenie, że autor komiksu mówi do mnie w  jakimś innym celu, niż tylko chęć opowiedzenia mi zabawnej lub tajemniczej historii.

Wawryniuk opowiada o doświadczeniu pokolenia nowej emigracji, które szuka szczęścia i pracy w Wielkiej Brytanii. Każdy coś słyszał o tej fali Polaków wyjeżdżających na wyspy. To, co ja zapamiętałem to ten publicystyczno-telewizyjny jazgot, który mówił albo o młodych Polakach odnoszących sukcesy w londyńskim City, albo o młodych wykształconych absolwentach cytujących Norwida na zmywaku w kebab barze. W kulturze nie lepiej, albo odrealnieni serialowi „Londyńczycy”, albo udawane dramaty  jak „W cieniu Sheratona” Ireneusza Dębskiego.

W „Rozmówkach polsko-angielskich” nie ma ani błyskotliwych karier, ani smutku polskiego inteligenta, jest za to sporo gorzkich obserwacji. Największym zagrożeniem dla Polaka na emigracji jest oczywiście inny Polak, lepiej na obczyźnie radzą sobie kobiety, emigranci mają te same problemy co w kraju. Wszystko kręci się wokół pieniędzy, a raczej ich braku, z tą różnica, że znika pojęcie wstydu. Nie ma złej pracy, czy też pracy poniżej kwalifikacji, nie ma rozczarowań związanych z „karierą” na wyspach. Praca ma zaspokajać najbardziej pierwotne i proste potrzeby, dach nad głową i głód, który czasami się pojawi.

Wawryniuk opowiada o tym wszystkim wykorzystując formę autobiografii, ale wyjątkowość tego debiutu polega także na tym, czytając ten komiks nie mamy wrażenia, że jedyne o czym autor może, umie, chce i potrafi mówić to on sam. I czubek jego własnego nosa.

„Rozmówki polsko-angielskie” nie są na szczęście pamiętniczkiem komiksowym. Wawryniuk uniknęła tej pułapki opowiadając o swoich przeżyciach z dystansem. Chłodno relacjonuje sprawy, których nie doświadczyła osobiście, a jedynie była ich świadkiem i co najważniejsze w żadnym wypadku nie ocenia. Ten dystans buduje też stylizacja „Rozmówek”. Odważna, podkreślająca gorycz obserwacji autorki. Wyjątkowy jak na debiut sposób prowadzenia narracji, który pozostaje spójny pomimo epizodycznego charakteru poszczególnych rozdziałów.

Jaki z tego wszystkiego morał? Czy komiks ma przejść od teraz w tryb „pełnego zaangażowania”? Opowiadać o tym, co widzimy lub widzieliśmy za oknem? Oczywiście, że nie. Nie ma nic złego w bajaniu i opowiadaniu historii dla czystej przyjemności opowiadania. Reakcje na komiks Agaty Wawryniuk pokazują tylko, że to zaangażowanie może procentować –media głównego nurtu zauważyły i doceniły młodą autorkę.