poniedziałek, 25 października 2010

Polski komiks roku

To polski komiks roku.

Piszę to z pełną świadomością i przekonaniem.
Świadomością, że ukazały i ukazują się komiksy popularniejsze, łatwiejsze w odbiorze. Przekonaniem, że o zbiorach pasków, „prześmiesznych” debiutach albumowych będziemy pamiętać przez może 2-3 miesiące od ich wydania. Ktoś w magisterce kolejnej wspomni ot wydano, grupa fanów na fejsbuku kliknie „lubię to!” i na tym dyskusja na temat nowego polskiego komiksu się zakończy. Bo po prawdzie nie ma o czym dyskutować.

„Sceny z życia murarza” nie dostaną nawet tego.

Bo to Szyłak.

I na tym można spokojnie skończyć. Przecież nikogo nie interesuje o czym ten album jest, co Szyłak ma do powiedzenia w tej historii i o komiksie w ogóle. Nawet gdyby kogokolwiek to interesowało musiałby po pierwsze odłożyć na bok stadną internetową niechęć, po drugie i najważniejsze musiałby ten komiks przeczytać.

Nie jestem naiwny. Zdaje sobie sprawę jak niewielu ten komiks kupi, zresztą jak może być inaczej przy 500 sztukach nakładu ale myślę, że za parę lat dla kolejnego pokolenia czytelników ten komiks będzie czymś ważnym.

„Sceny z życia murarza” mówią do czytelnika na dwóch poziomach. Na pierwszym czysto fabularnym, opowiadając historię Jana Rojka i drugim, który stanowi element nieistniejącej dyskusji na temat komiksu w ogóle i jego poetyki w szczególności.

Szyłakowi udaje się teoretyzować w fabule dzięki jednemu zabiegowi, który dla obu tych poziomów przekazu jest równie ważny.

Każda z nowel w tym albumie zawiera bezpośredni odnośnik do konkretnej książki, czy to w samym tytule, czy w bezpośrednim lub pośrednim cytacie, dodatkowo każda z nich zawiera rysunkowe nawiązanie do mniej lub bardziej znanych dzieł sztuki.

Jak to działa na tych dwóch poziomach przekazu?

Rojek jest robolem, murarzem. Robolem który czyta książki. Te książki go zmieniają, ale nie w pozytywistycznym sensie, potrzeby wybicia się na wyższy poziom życia. Rojek staje się ze zwykłego robotnika, człowiekiem świadomym. Ta świadomość prowadzi go do upadku- śmierci. Dokładnie tak jak pisze o tym Cioran w „Upadku w czas”, bo nie bez przyczyny ta książka znajduje się na liście lektur Rojka. Szyłak rozsiał na ponad 70 stronach komiksu tropy ( od obrazu Gerome’a „David i Bathsheba” po powieść Hellera „Bóg wie”) wskazujące zbieżność historii Jana Rojka z życiem i upadkiem króla Dawida.

Dla mnie ten trop interpretacyjny jest niewystarczający i nie obejmujący całości. Dużo ważniejsza wg mnie jest klamra, która spina fabułę. Rozpoczynamy i kończymy lekturę cytatem z „Hamleta” z Aktu III - sc. 1. Pierwsze skojarzenie, które nam się rodzi, wpojone od podstawówki, sugeruje że to scena decyzji. Działać czy nie działać jak w szkolnej rozprawce, którą chyba każdy z nas pisał. O tym, że nie o w ten sposób Szyłak odczytuje Szekspira mówią oba komiksy, rysowana przez Macieja Pałkę rozpoczynający album i epilog Marka Turka. W obu nie o decyzję chodzi. W obu Rojek działa natychmiastowo i instynktownie.

„Sceny z życia murarza” chwytają się innej interpretacji tego monologu. Świat to teatr, w którym każdy gra swoją rolę. Tragedią Rojka tak jak i księcia duńskiego jest to, że uświadamia sobie swoją „rolę” i w możliwy dla siebie (intelektualnie) sposób próbuje z tej roli „wypaść”. Jaki jest tego efekt, wiemy już z lektury „Szminki”.

To najlepszy ze scenariuszy Szyłaka jeśli chodzi o jego warstwę narracyjną, która jest nie tylko płynna, ale do tego stopnia zwarta, że fakt iż każdy z rysowników inaczej przedstawia głównych bohaterów nie tylko nie razi ale nie utrudnia odbioru całości.

Co mi osobiście przeszkadza to stylizacja dialogów. Z rozmów wiem, że większości (znanych mi) czytelników ten zabieg się podoba. Dla mnie jednak wszelkie stylizacje dialogów w komiksie nie mają sensu. To komiks nie literatura. Czytelnik i tak „usłyszy” jak mówią bohaterowie, tworząc ich obraz poprzez połączenie tekstu i rysunku.

Ten komiks nie jest zbiorem nowelek adaptujących literaturę. Książki funkcjonują w tym albumie jako element dodany budują sieć skojarzeń i emocji. Podobnie jak cytaty malarskie nie są jedynie popisem erudycji, ich rola nie polega na poszukiwaniu skąd ten cytat. Zresztą w przypadku odniesień do dzieł sztuki te cytaty funkcjonują bezpośrednio jedynie na linii scenarzysta – rysownik, bo przeciętny czytelnik nie ma szans na rozpoznanie wszystkich czy nawet większej ich części.

I tutaj przechodzimy do drugiego poziomu przekazu. To akurat jest proste i jasne. „Sceny z życia murarza” są praktyczną realizacja tego o czym pisze Szyłak w „Poetyce komiksu”. Wrzucając bezpośrednio i bardzo mocno w fabułę komiksu mix literatury i dzieł sztuki, scenarzysta narzuca konkretne narzędzia analizy. Tak z teorii literatury jak i teorii sztuki. I co się okazuje? Ano to, o czym pisała Anna Martuszewska w kontekście literatury popularnej, a Szyłak o poetyce komiksu - poetyka jest tylko jedna. Problem z komiksem polega na tym, że nie można mówić o nim tylko przy użyciu poetyki opisowej, konieczne jest wykorzystanie innych, nowych narzędzi.

„Sceny” to nie tylko scenarzysta ale także grupa rysowników i redaktor całości. Jeżeli uznamy ten album za antologie luźnych prac, różnych autorów to wyjdzie nam dziwny twór, w którym nie ma pozycji po prostu słabej i złej. Absolutne odkrycie i daj boże początek świetnej komiksowej kariery czyli „Upadek w czas” Leszka Wicherka, świetny Marek Rudowski, doskonała Unka Odya. Całość nadzorował Maciej Pałka, który nie tylko siedział nad głowami rysowników, ale dobrał ich doskonale do konkretnych historii. Najlepiej widać to na przykładzie komiksu Piotra Nowackiego, najbrutalniejszy dla mnie fragment tej historii narysowany jest cartoonową kreską Piotra. Ten styl pogłębia brutalność tej historii, grając z oczekiwaniami czytelnika, który spodziewa się dowcipu, zabawnej puenty bo to cartoon w końcu.

„Sceny z życia murarza” udowadniają, że komiks może być czymś więcej niż kolejną opowieścią o dupie Maryni, skierowaną do tych którzy czytać nie lubią, a jeszcze bardziej nie lubią myśleć o tym co czytają.