sobota, 21 marca 2009

Za cycki złapane


Egmont startuje z nową serią XX/XXI wiek i jak to na start ma być efektownie z przytupem i najlepiej kontrowersyjnie.


I jest przytup, a raczej zadęcie. I jest kontrowersyjnie, a raczej dopraszanie się autora o uwagę. 

I zamiast efektownie jest efekciarsko.

Rakieta napakowana efektami trafia w próżnie, bo autor zapatrzony  w przykład Yoko Ono i Lenonna i ich ”bed in”  zapomniał, że od czasu tej słynnej akcji minęło trochę czasu, tak ana oko ponad 30 lat...  

Yslaire chce szokować zestawieniem seksu i wojny tak jakby nie było internetu i dostępu do pierdyliarda zdjęć z każdego konfliktu zbrojnego na ziemi i mniej lub bardziej wysmakowanego home made porno.


Ale po kolei.


Album otwiera scena z obozu koncentracyjnego w 1943. I już od pierwszych stron mam dość... Bo jakoś globalnie wnerwia mnie kupczenie motywem Holocaustu dla prostego efekciarstwa.  


Dalej jest lepiej, ale też nie specjalnie.

Motyw spotkania i romansu Chazara i muzułmańskiej terrorystki na chwilę przed zamachem jest więcej niż fajny. Tyle tylko, że efekciarstwo autora i jego absolutny brak „słuchu” do słowa, dialogu i języka jakiego używa całkowicie ten pomysł zabija( tak było w jego Sambre tak jest i teraz, no chyba ze to wina tłumaczenia nie czytam o francusku).    


No jest drętwo po prostu. 


Tak spotkanie jak i początki romansu są kompletnie pozbawione jakiejkolwiek chemii, a przecież to romans pożądanie, emocje, penetracja!!!!


Lecimy dalej z lekturą. 

Cześć druga to lekkie opamiętanie się autora - postaci może i nie mówią mniej, ale zdecydowanie rzadziej zdarza im się pieprzyć trzy po trzy.


Nie zdradzając fabuły - im bardziej autor leciał w metaforę i senne nierzeczywiste majaki tym lepiej dla komiksu.



Tylko przyznam otwarcie, że ja mimo fajnych sennych klimatów części drugiej, nie widzę sensu w powstaniu tego komiksu. Ba, nie widzę tego politycznego zaangażowania, o którym mowa w notkach promocyjnych.


Bo o czym ten komiks jest? O tym, że miłość jest lepsza niż wojna, jak pisze autor w posłowiu? Przepraszam bardzo ale kilka scenek z ruchaniem ma mnie przekonać (???), że seks jest przyjemniejszy i „lepszy” niż zrzucanie bomb na szkoły i szpitale i odcinanie głów zakładnikom?

Gratuluje pomysłu. Podobnymi odkrywczymi tezami autor wspiera tych, którzy komiks traktują jako wyprysk na zdrowej cerze literatury. 


Co jeszcze?

Kontrowersje, panie kontrowersje.

Ostatecznie zepsuła mi lekturę przemożna potrzeba kontrowersji, która Yslaire serwuje strona po stronie. Teksty o palcach w odbycie i łzach ściekających po jądrach w zestawieniu z obalaniem pomnika Saddama w Bagdadzie, być może i są kontrowersyjne ale chyba tylko dla 10 latka utrzymywanego z daleka od komputera. 


I na koniec „przepiękny” przykład na to jak wyjść na wała będąc autorem komiksu.


Otóż autor Nieba nad Brukselą wyjaśnia w posłowiu, tym spośród czytelników, którzy z powodu własnych ograniczeń nie załapali, że on szokuje i że on jest kontrowersyjny i że jest prowokacyjny.

Komiks, nie autor oczywiście.


Co dobrego w Niebie?

Obrazki, panie obrazki.

To graficznie wysmakowany i świetnie zaprojektowany album. Mucha nie siada.

Cóż, jak na początek serii absolutny niewypał.


Pozostaje czekać na Deogratias, ale o nim kiedy indziej.