wtorek, 20 maja 2008

Dziecinada

Ot i stało się.
Fan maila dostałem.

Konwerski, powinieneś zmienić nazwę swojego bloga na "Komiksy, które chciałeś przeczytać, tylko o tym nie wiedziałeś". Po Twoim tekście kupiłem sobie "Nightly News" i wyklepało mnie po mordzie. Świetna robota!
KLC

I masz babo placek dla znajomych staje się opiniotwórczy.
Tfu... tfu

Wracając do tematu, w którym Kolec objawi się jeszcze, dzisiaj o dziecinadzie będzie.
Czyli o tym co duzi chłopcy czytają pod kołdrą kiedy nikt nie patrzy.
Porzućmy wielkie tematy, wielkie komiksy dla prostej i pięknej komiksowej rozrywki, ot takiej ku pokrzepieniu serc i zwalczaniu zaparć.
Bo kto nie lubi historii w których klasyczny łamaga podrywa miss szkoły, ratując świat przed niechybną zagładą z kosmosu, opowieści w których prawdziwi mężczyźni noszą rajtuzy, strzelając od czasu do czasu promieniem z dupy...

Ja tam lubię.
A nie lubię gdy się rozczarowywowuję...

Brian Keller Vaughan to autor którego komiksu kupuje bez wahania czy namysłu. Niezależnie czy chodzi o kolejny tom X-men, Y the last man, czy Exmachinę, bo obok Bendisa (nomen omen też Briana i też z Clevelend) Vaughan jest gwarancją fenomenalnej frajdy z czytania komiksów.
A raczej był.

Bo The Escapist to druga już większa wpadka tego autora. Po Lwach z Bagdadu, w których patos chlupał w butach a czytelnik po lekturze ryczał do poduchy jak na premierowym pokazie kolejnej disneyowskiej animacji. The Escapist to taki komiks, na który bardzo długo czekałem dorabiając sobie bóg wie co do tego projektu a wszystko przez Kolca i jego tekst o The Amazing Adventures of Kavalier & Clay . Komiks Vaughana to swego rodzaju spin-off do książki i co tu dużo mówić o ile powieść Chabona to świetne czytadło o tyle Uciekinier to sztampowa fabułka dla większych dzieci. Jeżeli istnieje jakiś wzorzec dydaktycznej fabuły dla młodzieży do lat piętnastu przechowywany w Sèvres, to Vaghan z pewnością do niego dotarł, wypożyczył i wg niego sklecił fabułę Uciekiniera. To komiks autotematyczny o pisaniu, rysowaniu i wydawaniu obrazkowych historii, gdzie złym enemisem jest wielka korporacja, z którą pogrywa grupka dzieciaków.

Strasznie naiwne, strasznie nudne i zupełnie nie rozrywkowe.

W streszczanie fabuły wikłać się nie będę bo i kopać leżącego (scenarzysty) nie zamierzam.
Jedyne co warte uwagi w tym albumie to wstęp Chabona i zestaw fantastycznych okładek „oryginalnego” Uciekiniera.
Całą reszta jest niestety dziecinadą.
Szkoda.


Teraz będzie poważniej ale dalej rozrywkowo.
Noir to gatunek, w którym wszystko już było, mimo to nie wiedzieć czemu ten gatunek ciągle kręci i wciąga tak autorów jak i czytelników. A przecież to wciąż ten sam zestaw elementów, wrzucany w różne konwencje i światy przedstawione. Do niedawna wydawało mi się że w tym temacie nic mnie już nie zaskoczy, nic nie zdziwi, nic nie wciągnie świeżością, bo przecież czytałem i widziałem już wszystko.
I cóż, okazuje się że mało w życiu widziałem mało w życiu czytałem bo na to co pokazali Jason Aaron i R.M. Guera w Scalped absolutnie przygotowany nie byłem.

Z dystansu ta seria niczym ma tle innych czarnych kryminałów się nie wyróżnia, niczym poza miejscem akcji. Zamiast brudnego zepsutego miasta trafiamy do brudnego biednego i zepsutego do cna rezerwatu Indian Lakota.

Z bliska ta seria to zupełne novum w komiksowym kryminale, nie tylko ze względu na zmianę miejsca akcji. Aaron postawił na cholernie mocny i cholernie brutalny realizm. Bohaterowie Scalped nie tylko nie są papierowi, nie grają tutaj określonych konwencją ról, ale przede wszystkim ich twórca nie pozwala im wpaść w koleiny wyznaczone jakimiś imperatywami zła i dobra, moralności i ustalonych wartości. Tutaj nie ma dobrych złych i brzydkich, są za to ludzie kierowani prawdziwymi instynktami, dla których nie można zastosować zerojedynkowego systemu miary. Aaron opisuje życie w rezerwacie bez grama lukru i słodkich politycznie poprawnych pierdół, czym odrobinę naraził się tzw native americans. Kiedy czytałem kolejne dwa TPB w tej serii miałem wrażenie że mam do czynienia z komiksowym miksem Sopranos i Deadwood , miksem tworzącym zupełnie nową komiksową jakość.
Musze przyznać, że mi osobiście seria Aarona i Guery absolutnie zmiażdżyła cyce.