wtorek, 29 stycznia 2008

Rany wylotowe

Dawno zapowiadany komiks roku zza oceanu.

Ale najpierw anegdotka go tycząca.
Leże w wannie czytam Komiks Roku.
Skończyłem czytać, rzuciłem nim o podłogę z głośnym JEB!
Aga: (krzyczy) Co to było? Co się stało?
Ja: Nic, komiks rzuciłem..
Aga( z nadzieją w głosie): Ostatecznie, nieodwołalnie i na zawsze?


Wracając do temu, kilka słów wyjaśnienia.

Po pierwsze to był dobry rok – patrząc na listę opublikowanych tytułów, rozwój wydawnictw itd. Itp. Co ciekawe w pierwszej chwili gdy o tym myślałem wpadło mi do głowy kretyńskie stwierdzenie eee rok był do dupy… czegoś brakowało. Bo faktycznie, to nie był rok jednego tytułu, jednego autora, co burzyć może obraz całości. W wyborze tego co wg mnie najlepsze zza oceanu kierowałem się (oprócz własnego gustu, przyjemności z lektury etc.) dwoma kryteriami wykluczającymi:

Po pierwsze to musi być zamknięta całość – żadne tam seriale czy coś…

Z tego powodu z walki odpadł Essex County Vol. 1: Tales From The Farm.

Nie wiem czy wydawca, czy autor wpadł na taki pomysł serwowania świetnych komiksów pod szyldem serii.. szczególnie, że wydanie jest mizerne i „przegrywa” półkową rywalizację z publikacjami D&Q czy Fantagraphics… Co nie zmienia faktu, że komiks Jeffa Lemire to rzecz absolutnie fantastyczna… ale jednak seria. Więcej o tym albumie tutaj i tutaj

Po drugie myśląc o komiksie absolutnie „the best” dorzuciłem kryterium „łatwości w obsłudze”. Krótko mówiąc ma to być komiks, który nie wymaga od czytelnika znajomości komiksowego medium. I w tym momencie wyleciał z walki o miano najlepszego album, komiks Hornschemeiera The Three Paradoxes jako zbyt trudny dla nieobytego czytelnika.


Dobrze a teraz co uznałem za „naj” w ubiegłym roku:


Exit Wounds
Rutu Modan

Modan nie jest debiutantką. To ona między innymi stoi za grupą komiksiarzy z Izraela - Actus Tragicus. Poza Exit Wounds przeczytałem i mam, tylko jeden jej komiks- właśnie z antologii Actusa i mówiąc szczerze, żadna rewelacja. Z Exit Wounds rzecz ma się zupełnie inaczej. O czym to jest? Koby Franco jest kierowcą taksówki w Tel Awiwie. I Tyle. Żaden z niego materiał na komiksowego bohatera. Pewnego dnia dostaje telefon od nieznanego, żołnierza który twierdzi, że ojciec Kobyego zginął w ataku terrorystycznym na stacje kolejową i ma na to dowody, a może tylko przeczucie? Problem w tym, że główny bohater tej historii, nie rozmawiał z ojcem od kilku dobrych lat i wcale nie ma na to ochoty, a dzwoniący żołnierz to kobieta związana/zakochana w jego ojcu. Tak rozpoczyna się ta historia. Podążamy wspólnie z Kobym i Nuni śladami człowieka, który opuścił bez słowa ich oboje. Teraz uwaga, w tym momencie dla wielu potencjalnych czytelników historia ta pachnie śmiertelną nudą, koleś szuka ojca – ot kolejna sentymentalna bzdura! Nie wiem na ile Rutu Modan konstruując tę historię myślał o tym, ale poszukiwanie śladów, poszukiwanie potwierdzenie śmierci ojca/kochanka, jest wciągającą, szkatułkową opowieścią o lekko sensacyjnym charakterze, gdzie nic nie jest tym czym się wydaje (przez moment myślałem nawet, że rozwiązaniem zagadki zniknięcia ojca będzie jakiś szpiegowski motyw …).

Modan opowiada fantastycznie, udaje się jej nie tylko wciągnąć czytelnika w tę opowieść, ale także pozwala mu rzeczywiście poczuć to, co gra w duszach bohaterów. Udało jej się złapać i zamknąć w kadrach olbrzymią dawkę emocji. Od momentu, w którym Nuni i Koby poznają się, pomiędzy nimi iskrzy i to mocno. Iskrzy w komiksie gdzie rysunek jest płaski jak decha, a kolor oszczędny. Exit Wounds to komiks naprawdę wyjątkowy z innego jeszcze powodu. To Izrael jest, a motywem przewodnim jest tutaj zamach bombowy.

I tak. Autorka unika jakichkolwiek „politycznie” zaangażowanych wypowiedzi, sugestii itd. itp. Dla bohaterów Exit Wounds wojna, zamach bombowy, terroryści to rzeczy tak normalne jak dla nas wypadek na zakopiance… Dzięki temu komiks ten nabiera innego znaczenia, to taki wrzut w inny świat, w dodatku ten którego próżno szukać w wieczornych wiadomościach.

I można by tak długo.

Że naj.

Że the best.

Mam nadzieje, że Exit Wounds zobaczymy w wersji polskiej. Podobno KG przymierza się do tego tytułu. Byłoby nieźle.