poniedziałek, 21 stycznia 2008

Staruchy

Minął tydzień, bez blogowej aktywności.

A to śmierć dla bloga…

Chyba.

W każdym razie po urlopie z trąbką w tle, pieprzony Babilon zeżarł mnie zupełnie, zeżarł przeżuł i porzucił.

Dobra, tyle miękkich wzruszeń.

Dzisiaj będzie o staruszkach, komiksowych staruszkach.

Julie Doucet rocznik 1965 i John Porcellino rocznik 1968. Przykład dwójki dinozaurów komiksu niezależnego w USA. Dwójka autorów ze stażem ponad dwudziestoletnim w komiksach, kiedyś publikująca minikomiksy kserowane, rozsyłane pocztą, teraz zebrane w piękne hardcovery (King Cat Clasix – Porcellino) sprzedawane w dużych księgarniach, recenzowane przez poważne media. I wyjaśniając – dwójki tej nie łączy graficzna estetyka, czy forma wypowiedzi, która by uzasadniała ich porównywanie bo Porcellino i Doucet to autorzy tak różna od siebie jak, przerzucając na nasze podwórko, Koza i Skutnik. To moje połączenie ma charakter nie porównawczy a jedynie takie prezentacyjne hocki klocki.

I nie wpadłbym na to gdyby nie fakt, że komiksy Porcellino pojawiają się w My New York Diary. Zatem od niego zacznijmy

To jest mega hardcore w kategorii dziennik – pamiętnik. Doucet nie cacka się sama z sobą, to brudna historia, pełna syfu, karaluchów, taniego piwa, „lekkich” dragów i ciężkich komiksów. Historia Julie rozpoczyna się w Montrealu, autorka kończy szkołę średnią, przymierza się do studiowania sztuk pięknych i… przeżywa swój pierwszy raz. Trafia na artystyczny wydział, który zamiast gwiazdki z nieba okazuje się nudnym, beznadziejnym zgrupowaniem sierot, odrzutów i kompletnych popaprańców bo na sztuki piękne nie obowiązują egzaminy… Po tym wstępie, lądujemy w ciągu kilku dni – kilku kadrów w Nowym Yorku w małym obskurnym mieszkaniu z debilem facetem, bez perspektyw na cokolwiek poza piciem piwa, telewizją, kwasem i komiksami. Ciekawostka, Doucet nie szafuje feministycznymi komunałami, ba! nie ma z nimi nic wspólnego, ale w moim małym męskim rozumku komiks Julie to jedna z najbardziej feministycznych pozycji jakie stoją na mojej półce z komiksami. Mocna kobieta z niej jest. Komiksy tez mocne robi, to nie cyrtolenie się z sobą samą, w przypadku autorki My New York Diary to przede wszystkim bezkompromisowe prezentowanie swojego życia w tym najbardziej intymnym aspekcie. Jej epilepsja jej seksualność, poronienie to wszystko Doucet podaje czytelnikowi jak na tacy… hmmm brutalnej tacy.

Porcellino to inna para kaloszy.

Perfect Example to zupełnie inna para kaloszy. Tam gdzie Doucet jest ciężka i brutalna tam Porcellino jest delikatny i refleksyjny. Sama historia w Perfect Example to pamiętnik ze szczególnego dla młodych ludzi w USA okresu, przymusowych wakacji pomiędzy ukończeniem szkoły średniej, a rozpoczęciem studiów. Tak na marginesie, nie wiem co w tym czasie jest tak atrakcyjnego i magicznego, że co i rusz natykam się na komiksy czy filmy o tym etapie dorastania… w każdym razie Porcellino to klasyczny nastolatek, wyalienowany, nieszczęśliwy nie radzący sobie z przeskokiem pomiędzy życiem w szkole a tym czymś dorosłym co czai się za horyzontem. Autor Perfect Example momentami leci w banał, ale to szczery banał jest i wzrusza i kręci echh piękne to.

I Porcellino i Doucet to już klasycy alternatywy i nie boje się powiedzieć klasycy komiksu amerykańskiego. Czy ich zobaczymy w Polsce? Szczerze mówiąc nie sądzę, prymitywizm rysunkowy autora Perfect Example i brutalność przekazu My New Yourk Diary to misja samobójcza dla każdego wydawcy w Polsce. Nawet dla Kultury Gniewu.



***************************************************************

A teraz coś mniej poważnego.

Czyli Fak dad szit! bo jednak coś się w tym komiksowym świecie rusza.

turu vel Marek Turek na swoim blogu ujawnił co kryje sie pod czerepem polskiego komiskologa - szczerze polecam.

Na Belowradars.com pojawiło się kilka zestawień z których wiele wynika między innymi to że Bartoszowi Sztyborowi brakowało w 2007 roku spektakularnej śmierci jakiegoś komiksiarza...

Tak, Maciej Pałka rysuje grę dla PastelGames

Ale to nie jedyny komiksiarz, który aktualnie pracuje nad grą.

Poniżej niejaki Kurt.

Z niejakiego Produktu

i niejaka nasza wspólna gra.