niedziela, 13 stycznia 2008

Fak dad szit! Czyli wolna sobota

Okej, sobota to wczoraj była, ale że zamiast sobotniego ględzenia poleciała rozmówka z Kolcem to dzisiaj będzie non-komiksowo, a może nie do końca?

Bardzo lubię kryminały, a to co od kryminałów lubię bardziej to dobre kryminały, a od dobrych kryminałów… no dobra.

Zodiak. Nie byliśmy w kinie, jakoś przegapiliśmy nie wiadomo czemu… ale dzięki bogu za DVD. I co? Przez 2 godziny i 40 minut siedzieliśmy zaczarowani na kanapie ze wzrokiem wbitym w ekran poznając historie seryjnego mordercy o pseudonimie Zodiak. Coś niesamowitego, bo historia Zodiaka, jest absolutnie prawdziwa, a do tego film jest zbudowany w większości na „gadających głowach” wciąga, ba wsysa wręcz, choć nikt tu nikogo nie ściga samochodowo w efekciarskim stylu, nikt nie rzuca ciężarówką do helikoptera… Przestrzeń kilku lat, mieszające się tropy brak podejrzanego i czwórka gości obsesyjnie poszukujących odpowiedzi na pytanie kim jest Zodiak?

To prawdziwe dochodzenie jest i nikt tutaj nie wkłada białego fartucha, wrzuca dwóch włosów do dziwnej maszynki, a ta podaje mu nazwisko zabójcy. Bo prawdziwe kryminalne zagadki to nie CSI Miami, Niu Jork, Las Vegas czy Kędzierzyn koźle. Wspaniałe kino, Co ciekawe Fincher podobno zabiera się za Torso Bendisa…

A skoro o Bendisie wspominamy to będzie komiksowo.

Zawsze uważałem, że Czytanie komiksów z w zeszytach jest dla miękkich faj. Takich co to podniecają się limitowaną edycją zeszytu New Avengers, z okładką świecącą w ciemnościach, z metalizującym meszkiem na logo Marvela z resztkami napletka Jima Lee w komplecie…

No tak, tylko sam miękką fają jestem i czytam jedną, jedyną serie w zeszytach.

No Powers, Powers

Generalnie od paru odcinków jakoś tak wszystko się rozłaziło ewidentnie Pan Bendis rozpoczął bieg po kasę, robiąc kolejne seriale dla Marvela, zapominając o swoim najlepszym dziele… Było źle od co najmniej 10 numerów… brak pomysłów… brak dobrej historii dreptanie w miejscu…

To wszystko się skończyło ot jestem na świeżo po lekturze zeszytów 25 do 27 zmieniła się nie tylko objętość i forma wydania (40 stron większy format, sztywna okładka), Bendiga wraca do korzeni w końcu Powers to kryminalna seria i mamy kryminał i nieźle się zaczyna ot ktoś morduje nastolatki póki co miejska kostnica ma już na składzie 42 ciała… Zaczyna się nieźle. Bendis potrafi świetnie żonglować konwencją crime-superhero co udowadniał nie raz. Czekam na więcej.

Bo jak nie czekać na komiks w którym pada taki txt:

„(…) with great power comes… great amounts of shit you have to deal with (…)”

A na koniec zapowiedź.

Para – komiksowa.

Oto rysownik komiksowy robi grę… i nie jest to Mateusz S.

Kto to? Póki co tajemnica.

Fragment poniżej.