środa, 9 stycznia 2008

Trąbka i Czarne Dossier

Trąbka.

A dokładnie zapalenie trąbki słuchowej.
I to boli.
Wylądowałem w domu z bolącymi uszami i utratą (częściową i chwilową) słuchu. Wszelkie dowcipasy na temat „chorej trąbki” proszę sobie darować… od wczoraj słyszałem już chyba wszystkie możliwe….

Tyle tłumaczenia się dlaczego nic nie piszę.

A teraz o komiksach:

The League of Extraordinary Gentlemen: Black Dossier

W pierwszej chwili tuż po przeczytaniu tego albumu stwierdziłem, że nie bierze mnie to, nie podoba mi się i generalnie nowa Liga jest do dupy… Ba! zdążyłem nawet rozesłać maile, że przeczytałem i że mi się nie podoba. Przeczytałem dzisiaj drugi raz.

Cóż, potwierdza się fakt, że ja się nie znam…

A w każdym razie powinienem najpierw pomyśleć a potem kłapać dziobem…

Mógłbym napisać, że Black Dossier jest świetnym komiksem, ale nie byłaby to do końca prawda, bo nowy twór Moore’a nie jest li tylko komiksem. Wyjaśniając: to nie kolejny przykład na przełamywanie formy, czy też zabawy medium komiskowym, nie o to chodzi. Alan Moore w Black Dossier atakuje czytelnika nie jako autor jakiś tam opowieści obrazkowych, ale jako kreator, stwórca kompletnego, absolutnie przemyślanego świata. To mistrzowski popis kreacji. Dla niego komiksy to tylko sposób komunikacji, bardzo podstawowy i nie jedyny, ta książka / komiks skrywa w sobie całe gigantyczne uniwersum, którego poznanie wymaga po pierwsze czasu, po drugie wiedzy. Inaczej niż poprzednie części Ligi, nowy album nie jest wciągającą sensacyjno - steampunkową opowieścią uzupełniona dodatkami, ale zbiorem tychże dodatków przerywanych i uzupełnianych komiksową historią. Co najciekawsze, Moore w fenomenalny sposób ułatwia wejście w ten świat, za każdym razem kiedy bohaterowi komiksu otwierają Black Dossier, akcja zostaje przerwana a my- czytelnicy poznajemy wspólnie z Miną i Allanem jego zawartość. Tak prosty zabieg sprawia że dodatki przestają być dodatkami, ale stają się integralną częścią opowieści. A sama akcja?

To już nie jest przełom wieków, akcja przenosi się do roku 1958 r. po upadku rządów Wielkiego Brata w Anglii (tutaj przyznam jednej rzeczy nie rozumiem – dlaczego 1958 skoro „1984” premierę miał w 1948 ?). Mina Harker i Allan Quatermain, poszukują tytułowego Black Dossier, opisującego historię już nie istniejącej Ligi Niezwykłych Dżentelmenów. Ściga ich troje tajnych agentów upadłego reżimu. Oczywiście absolutnie każda z postaci ma swój literacko/filmowo/telewizyjny odpowiednik. Przyznam wyłapałem może z 10% tych ukrytych znaczeń i odnośników. Choć akurat w części komiksowej jest to zdecydowanie łatwiejsze niż w części „dodatków”. Dodajmy do tego fakt, iż język Moore’a do najłatwiejszych nie należy…

Jest trudno.

Ale warto.


Chciałbym przeczytać Black Dossier w wersji polskiej, ale pomijając koszty produkcji takiego albumu, zastanawiam się czy miałby ta publikacja sens. Poprzednia Liga ukazała się w Polsce bez podstawowych dodatków, teraz bez nich bardzo trudno będzie zrozumieć Black Dossier. Chociaż czy problemy z odbiorem komiksu przez czytelnika mają dla takiego Egmontu jakieś znaczenie? Przecież From Hell miało się w Polsce ukazać bez upendixów ….