środa, 2 stycznia 2008

Komiksy na plażę

Wczoraj zaczął się nowy rok.
Wczoraj leczyliśmy kaca.
Wczoraj spaliśmy pół dnia.
Wczoraj było zimno i brzydko.
Wczoraj szukaliśmy fajnego miejsca na wakacje.


I tak sobie pomyślałem, że najlepszym pomysłem na wakacje byłyby Hawaje.
I tak sobie pomyślałem, czy mam jakiś hawajski, typowo zimowy komiks?

Ano mam, oprócz Barefoot Serpent taką serię w trendzie zebraną, od niedawna dwutrejdową.

Hawaiian Dick bo o nim mowa to seria sztampowa jak diabli – przynajmniej tak mi się wydawało czytając opisy pierwszego trejda. Bo co my tu mamy? Mamy rok 1953, były policjant ląduje w małej dziurze, w dupie świata jako prywatny detektyw. Jednym słowem klasyka noir. Ileż razy można? Tyle tylko, że za samo noir nominacji do Eisnera się nie zdobywa. Hawaiian Dick jest o szczególnym czarnym kryminałem, bo nie dość, że zamiast mrocznego miasta ekhm… mamy Hawaje, to jeszcze kryminalny wsad, zagadka, zbrodnia itd. Itp. wzbogacona jest oryginalną wyspiarską magią, duchami i mitami. Czyli z wielkomiejskiego brudu i ciemności lądujemy w magicznym świecie pełnym słońca, zielonych palm, kolorowych koszul i drinków. Komiks Moore’a i Griffina to jeden z najciekawszych debiutów spółek autorskich w USA w 2003 roku.

To nie jest żaden tam, przełomowy komiks. Scenariusz B. Clay Moore’a nie stawia na głowie czarnego kryminału jako gatunku. To, co w nim najfajniejsze to bezpretensjonalność, rozrywkowość w czystym wydaniu. Co najciekawsze, przynajmniej dla mnie to, to że w odróżnieniu od wielu innych kryminalnych historii tak komiksowych czy filmowych, nie ma się czytając ten komiks wrażenia, że wszystko to, cały ten kryminalny sztafaż jest zmyślony, sztuczny czy kretyńsko udziwniony. Bo czytając te „kryminalne zagadki Hawai” uwierzyłem, że takie sprawy mogły by mieć miejsce na tych wyspach w latach 50 ubiegłego wieku.

Obie historie do tej pory opublikowane sprawiają masę frajdy czytelnikowi, a czyż nie o to w tym całym biznesie chodzi?

Wspaniały komiks na styczniowe wakacje.