środa, 19 grudnia 2007

Rzymskie wakacje

I znowu mnie nie było.
Ale jestem
A pomiędzy: „Nie było” a „Jestem”
Wydarzyło się całkiem sporo.
I tak:

- byłem w Rzymie ( i kij mi w oko)
- forum gildii zawrzało na wieść o nowościach timofa (i było fajnie przez chwil kilka)
- komiksy podzielone zostały na te „dobre” i te „nie dobre” (wg userów alei komiksu)
- mykupyku szczerzy zęby w telewizji internetowej Onetu (ale nie o komiksach)
- minister Schetyna przywitał się z Czesiem (Dzieńńńń dobryyy..)
- POST zaskoczył i pokazał że też machać fajką potrafi zacnie (w zapowiedziach)
- wydano antologie 11/11 (i nikt za to nie beknął)
- Kultura Gniewu wydaje Koze i Pierwszą Brygadę ( Koza ma u alejowców przesrane…chyba że Przekrój o nim napisze…)
- nadal nie czytam Przekroju ( i nie będę się z tego tłumaczył…)



Tyle skrótu wydarzeń

A teraz co kupiłem w Rzymie:

Lorenzo Mattotti – „Nelle profondita”

I teraz będzie ciekawie. Nie lubię komiksów Mattotiego. Po prostu nie i już. Na półce mam jedynie jego „Dr Jekyll & Mr Hyde” na zasadzie – jakbym chciał wiedzieć jak wyglądają jego komiksy to, o proszę mam! Dlaczego kupiłem ten album/katalog z wystawy? Ano bo lubię go jako grafika/malarza czy coś tam. I bardziej go cenie jako takiego ot po prostu artyche nie komiksiarza w dodatku w wersji nie artdeco. To śliczny albumik jest, polecam.

Hugo Pratt „Periplo Immaginario”


Niezwykły album. Akwarele, okładki, obrazki, obrazeczki Pratta w kolorze na ponad 400 stronach, w dośc dużym i nietypowym formacie. To taki album którego się nie ogląda ale dosłownie zjada obrazek po obrazku, strona po stronie… Cos niesamowitego.


Antoine de Saint-Exupéry „Designi”


Taaa.. to nijak nie jest komiksowe. Chyba że za komiksowe uznamy „ukomiksowane” rysunki/ projekty do „Małego Księcia”. Choć nie one sa w tym zbiorze najciekawsze.
Taka lekka fanaberia ten album, nie zwróciłbym pewnie na niego uwagi gdyby nie miejsce w którym stał- dział komiksowy dużej księgarni. Kupiłem i nie żałuję.


A ostatnio czytałem to:

Miriam Katin “We Are On Our Own”


Może nie wielkie ale jednak rozczarowanie. Memuar węgierskiej żydówki jest niestety kompletnie nijaki. D&Q zachęcało do zakupu mówiąc o problemach z wiarą, przeszłością itd. Problem jedynie w tym że nic z tych szumnych zapowiedzi w samym komiksie nie znalazłem. Wspomnienia są i owszem. Tragedia jest i owszem. Problem wiary? Nie istnieje. Puste to, bez wsadu emocjonalnego, który mógłby porwać czytelnika, w sposób jaki zrobił to „Maus”. Świetna forma graficzna zdaje się ukrywać fakt że historia rodziny Miriam przedstawiona została jak fragment pustych, książkowych wspomnień z czasów wojny do których już przywykliśmy. Problem z tym komiksem w tym że nie jest to rzecz do bólu zła, album ten jest po prostu nijaki.
A na koniec pasek.
w temacie.