środa, 19 grudnia 2007

polecajki, połajalki

A dzisiaj zaczniemy od polecanek.

Bo dużo czytam mózg trenuje itd. Itp.

Fell

Warren Ellis/ Ben Templesmith

Jakiś czas temu na forum gildii toczyła się dyskusja o komiksowym horrorze i dlaczego takie komiksy ans nie straszą. Żeby było jeszcze ciekawiej Egmont wydaje serie co nazywa się Obrazy Grozy, ale z groza niewiele mająca wspólnego no chyba, że mamy na myśli budzący grozę debilizm bijący ze stron komiksowej antologii Hellreiser (co ciekawe po przeczytaniu tego steku bzdur cieplejszym okiem spojrzałem na Piekielnie Wizje). W każdym razie, Fell.

To niby jest kryminał, niby jakiś taki czarny kryminał, ale jak dla mnie bliżej mu do całkiem przyzwoitego horroru, który nie straszy potworami z dupy ale straszy i to dość fajnie klimatem. Ellis pozytywnie zaskoczył mnie już drugi raz w ciągu ostatnich miesięcy, po absolutnie fantastycznym Desoletion Jones, Fell to potwierdzenie umiejętności tego scenarzysty. O fabule wiele pisał nie będę o tutaj jest wystarczająco dużo. To, co przychodzi mi na myśl patrząc na ten komiks to któraś z wersji Candymana, przepraszam ale nie pamiętam która to była, w każdym razie tam akcja toczyła się w wielkim blokowisku, które straszyło bardziej niż śmieszny murzyn w futrze. Minusem są obrazki, obrazeczki Templesmitha, które okej potrafią wzmóc nastrój grozy i niepokoju od pierwszych stron ale…. ale każdy kadr każda plansza wygląda tak samo niezależnie od tego gdzie toczy się akcja i czego dotyczy.

Po przeczytaniu pierwszego TPB zdecydowanie mam ochotę na więcej.

Three Paradoxes

Paul Horschmeier

Był taki filozof, Zenon z Elei. Dowodził on niemożności istnienia wielości rzeczy i ruchu. Paul Horschmeier, też filozof ale komiksowy wziął na warsztat dowody/paradoksy Zenona i na ich podstawie sklecił komiksową fabułę, która moim zdaniem aspiruje do listy the fakin best of 2007. Horschmeier z paradoksów Zenona wysnuwa jeden wniosek, takie lekkie uogólnienie – nie tylko ruch ale wszelkie zmiany, nie istnieją. W jego fabule przenikają się trzy różne historie, trzy różne czasy, trzy różne rzeczywistości. Opowiadając zbyt wiele o tym komiksie można go fenomenalnie zepsuć więc się zamykam. Polecam.

A teraz nie polecajki.

Czyli Ronin in polisz. Nie bardzo rozumiem oburzenia coponiektórych na moim zdaniem słuszne pretensje czytelników którzy w cenie 100 złotych po raz kolejny dostali coś co jest dowodem na permanentne siuranie Egmontu na czytelnika. Głosy jakoby należałoby się zamknąć bo Kołodziejczak zasłużył na złote majtasy za to co zrobił dla KOMIKSU, a przy okazji to przecież drobny błąd, a w ogóle o co ta afera, to jak dla mnie przegięcie pytona.

Idąc do restauracji gdy dostajemy rachunek na 100 złotych polskich, a w trakcie posiłku w zupie znajdujemy muchę, a główne danie wygląda jakby ktoś na nie obficie napluł, idziemy do właściciela i robimy awanturę. Czyli drzemy ryja.

Restaurator albo zmienia kelnera, albo kucharza albo lep na muchy ale reaguje. Tymczasem Pan K. stwierdza że ma to w dupalu.

Brawo