środa, 19 grudnia 2007

kulturalna mięsna masakra


Max Anderson - Pan Śmierć i Dziewczyna

Trzeba od czegoś zacząć. Najlepiej od tego co słabe wtórne i mi się nie podoba. Czyli Max Anderson. Pixy to komiks punkowo zabawny, wesoło obrazoburczy, generalnie fajowy. Pan Śmierć już taki niestety nie jest. Zebrane w jeden tom krótsze fabułki Andersona zwyczajnie nudzą, bo po przeczytaniu jednej wiesz doskonale o czym będzie następna albo raczej jaki zestaw „kontrowersyjnych” środków zostanie zdetonowany. Przemoc i inne okropieństwa nie wiem czy maja mnie śmieszyć czy przerażać, ani mnie to bawi ani mnie to straszy, generalnie strasznie nudzi. Andersona nie wiem czy bawi motyw z multiplikacją za pomocą pryszczy i spermy, bo mnie tak. Ten motyw zwaliłby mnie z nóg, gdyby nie fakt że w „Panu Śmierci” znajdę tylko motywy i zagrywki tego typu. Do tego nad tym albumem unosi się coś brzydkiego… taka chmura z napisem „wybitne”, „ważne” „nie szukaj w tym zwykłej beki bo ten gość to sztukę robi, w mięsie rzeźbi”. Kolejnego Andersona pewnie zakupię, ale dla przeżycia vomit-voilent-humor prędzej obejrzę Violent Shit- Andreasa Schnaasa, o którym pisze nomen omen Piotr „Błędny Kowboj” Sawicki. Rąbanie mamy tasakiem, rejestrowane vhs’em, zdecydowanie wygrywa z pryszczami, spermą, zbuntowanym płucem czy Jasiem pistoletem.

Łukasz Ryłko – Śmiercionośni

To teraz będzie o czymś co podobało mi się dużo bardziej. Łukasz Ryłko. Trzeba koniecznie to nazwisko zapamiętać bo ten człowiek jest na najlepszej drodze aby już nie długo znaleźć się w pierwszej lidze polskich komiksiarzy. Oto Ryłko porywa się na najtrudniejszą z możliwych komiksowych form- komiks niemy. Szczerze mówiąc sądziłem (wiem że to brzydko) że nie da rady, że polegnie, że da ciała i w ogóle, a tu „pacz pan jakie cuda”. Udało się autorowi „Śmiercionośnych” opowiedzieć kilka historii do tego spójnie je połączyć w całość, do tego stworzyć klimat melancholii, pewnego dalekiego od sztuczności smutku i zadumy. Do czego można się przyczepić to nierówność tych historii, pierwsza jest doskonale dopracowana, kolejne niestety mają się już gorzej. To nie jest mega, giga komiksowa pyta, to bardzo przyzwoity debiut, z naciskiem na debiut nie na przyzwoity, bo to dobry komiks jest.

Marek Lachowicz – Człowiek Paroovka

Najlepsze na koniec.

O Jezus Maryjko co za kosmiczna jazda!!! O ile Wilq jest jedna z 5 najśmieszniejszych rzeczy na świecie to komiksy Lachowicza na pewno lądują na kolejnej pozycji. „Człowiek Paroovka” to blitzkrieg dowcipu, pancerna dywizja gangu wąsaczy absolutnie powaliła mnie na kolana. W sumie na tym można by poprzestać bo opowiadać można i owszem o tym co tam fajnego, komiksowego, tylko po co? Komiks Lachowicza ma bawić i robi to doskonale. Marek pokazał kto ma największą paroovke w polskim cartooonie.

I tyle.