środa, 19 grudnia 2007

egmont sregmont

Dobrze, będzie o komiksach

Po miesiącu kilka słów o premierach MFK

Moebius - Świat Edeny

Rysownik Rafał Szłapa, ten z ognikami, czy też promieniami w oczach (KRL all right reserved) powiedział mi dzisiaj że ten album powinien mieć tytuł „Po prostu bądź”. I cośw tym jest. Moebius po prostu jest, więcej nie musi, jego komiksom do mistrzostwa świata nie potrzeba wiele więcej poza nazwiskiem Giruad na okładce. Dwa tomy prac Moebiusa świetnie się ogląda, bo faktycznie osiągnął on bardzo wiele w kategorii wagowej "ligne claire" – jego czysta linia powalić może na kolana czy też doprowadzić do łez. Bo zapłacze nad tym albumem niejeden piewca pleców konia i ciufci. Minimum środków generuje maksymalna siłę wyrazu. ”Świat Edeny” ogląda się fenomenalnie. Niestety tylko ogląda, bo fabularnie album ten jest wydmuszką, zestawieniem kilku pretekstów do rysowania sobie
a muzom, ewentualnie na potrzeby reklamy citroena. Zresztą sam autor w cytowanych w albumie wypowiedziach kręci bat na własne dupsko. Oto Moebius stwierdza że Świta Edeny nie miał scenariusza, powstawał ad hoc, bez specjalnego planu. „Niczego nie planowałem, nie wiedziałem dokąd zmierzam” pisze autor i to ma niby tłumaczyć mielizny fabularne, porzucanie kolejnych wątków. Niestety ewidentnych bzdur, pieprzenia trzy po trzy i zwyczajnego zapominania kto jest kim i dlaczego w tej historii nie da się wytłumaczyć „oniryczną wizją świata przedstawionego”

„Świat Edeny” jest przepięknym album z ilustracjami, zdecydowanie za drogim dodajmy. Jest zdecydowanie mistrzem komiksowej grafiki jednak dla mnie mistrz komiksu to ktoś kto swoimi pracami dostarcza czytelnikowi na talerzu wspaniałą rozrywkę albo to „coś więcej”.

Moebius podaje na srebrnej zastawie 400 stron niczym nieskrępowanej nudy próbującej udawać to „coś więcej”.

Marzi - Dzieci i ryby głosu nie mają


Ten kto porównał ten komiks do „Persepolis” powinien w tym momencie zakrztusić się własnym językiem, ewentualnie powinien dostać tygodniowej czkawki. Komiks Marzi to największe moje komiksowe rozczarowanie ostatniego roku. Miało być tak pięknie, Polska lata 80 klimat życia w bloku, kolejek, klimat PRL’u. A co jest?

Ano jest mierny zestaw nieciekawych opowiastek komiksowych, połączonych osobą autorki. Niestety opowiastki po pierwsze i najważniejsze sa nieudolnie skonstruowane, co widać od pierwszej strony. Marzena Sowa opowiada o świętach, o karpiu, o całym polsko-świątecznym cyrku i… nic z tego nie wynika. Bo czytelnik nie wie czy ma do czynienia z anegdotką, kronikarskim przedstawieniem świata, czy osobistymi wrażeniami z dzieciństwa autorki. W efekcie po lekturze tej pierwszej historii (i kolejnych) w głowie pozostaje nam jakaś niesamowita sieczka. Do tego dochodzą rysunki, Savoia przedstawia kolorowy i piękny świat lat 80, kreskówkowo przesadzony i absolutnie nieprawdziwy. Jasne, ejtisy które pamiętam wcale szare i bure nie były. Wręcz przeciwnie, moje wspomnienia z dzieciństwa to fajne wspomnienia i kolorowe, ale te kolory inne są niż cartoon Savoia. Dobrze, kolory kolorami ale wróćmy do fabuły. Czytając ten komiks mogłem spodziewać się dwóch rzeczy, albo poznam- zobaczę na nowo Polskę końca PRL, albo poznam bliżej Marzi, w końcu to jej wspomnienia. Po 96 stronach komiksu o latach 80 w Polsce wiem niewielea o autorce/bohaterce komiksu jeszcze mniej.

Mały, drogi niewarty w zasadzie uwagi albumik wywołał chwilowo odrobinę medialnego szumu, nie dlatego że jest dobry, zły czy brzydki, ale dlatego że to polka i że we Francji wydana.

Z tej okazji gratulacje dla Śledzia i jego NSS – nomen omen docenionego przez czytelników w Łodzi. Marzi daleko do poziomu Mr Heringa.

Btw- Czy tylko mi się wydaje, że nagroda publiczności to jedyna warta cokolwiek nagroda MFK?

W konkursie z jury wręczanie nagród trwa dłużej, a scenarzysta może dostać konieczny w pracy każdego scenarzysty komiksowego zestaw cyrkli.

Żeby to chociaż cyrkiel i kielnia były.


A jutro jak bóg da pakiet Kultury Gniewu.