wtorek, 18 grudnia 2007

Antologia Grzegorza Janusza

Tak, ten tytuł u góry to prowokacja ale z gatunku tych lekkich.

W ramach odrabiania zaległości słów kilka o PW44.
Po pierwsze i najważniejsze, czytając tą antologię doszedłem do wniosku że nie jest to żaden dream team jak we wstępie pan dyrektor muzeum raczył napisać. W każdym razie dla mnie.

Okej to najlepsza antologia polskiego komiksu.

Okej to popis kilku rysowników z tzw. pierwszej półki.

Ale jednocześnie to li tylko (a może aż?) świetnie wydany notes z kontaktami Trusta.

Czym zatem PW44 jest?

Ano jest popisem jednego scenarzysty popisem niesamowitych możliwości, olbrzymiej wyobraźni, profesjonalnego podejścia do tematu, delikatności w tym i co tu dużo mówić inteligencji scenarzysty.

Janusz napisał cztery historie do tej antologii.

Trzy z nich ujmują temat powstania w sposób tak świeży i tak ( w polskim komiksie ) niespotykany, że tylko dla nich warto wydać tych 70 czy więcej złotych. Dodajmy jeszcze że akurat te komiksy to graficzne perełki tego albumu: Gawronkiewicz, Frąś i Konior.

Komiksy Janusza maja w sobie to wszystko co wg mnie komiks tyczący się historii powinien mieć. Nie traktuje tematu historycznego z kronikarskim zadęciem, przysłowiową szyszka w dupie a’la komiksy Zin Zinu. W jego scenariuszach widać, że temat nie jest tylko pretekstem do zrobienia komiksu, Janusz traktuje komiks jako wypowiedź w danej sprawie. Ten scenarzysta nie przedstawia epizodów z powstania, on mówi o PW bardzo osobiście. Kolejną rzeczą jest totalna POLSKOŚĆ scenariuszy Janusza. On żongluje motywami niezrozumiałymi dla innego niż polski czytelnika, robi to w taki sposób że jego opowieści nabierają bardzo intymnego dla nas polaków charakteru.
Jego prace są okraszone duża dawką metafory, delikatnej poezji, a jednocześnie pozbawione patosu, zmuszając nie tylko do refleksji nad PW, ale przede wszystkim zmuszają one do MYŚLENIA o powstaniu.

Bo mimo wielkich akcji PR’owych ta antologia poza pracami Grzegorza Janusza nie wnosi absolutnie nic nowego do tematu powstania. Ot jest sobie pełna obrazków powstańców i tyle.

Tak naprawdę poza jednym przypadkiem historie w antologii są pozbawione refleksji. Od kiepskich antologii konkursowych różni je tylko profesjonalizm wykonania, nie sama jakość historii. Jak mówiłem z jednym małym wyjątkiem, a mianowicie doskonałym komiksem autora „Ursynowskiej Specgrupy do rozwałki”.

Mało tego zdarzają się w niej pierdy jak świetnie narysowana historia Adlera i Piątkowskiego, która jest nijaka i o niczym. Kołodziejczak i Trust opisują historie Wandy Lurie, której zeznanie dostępne w internecie mimo wyprania z emocji jest dla potencjalnego czytelnika bardziej wartościowe niż komiks dwóch doświadczonych twórców.
Ta bezrefleksyjność autorów dla mnie jest zadziwiająca, bo ponoć Muzeum nie cenzurowało w żadne sposób tych prac.
To, co przedstawił Janusz to nie tylko mistrzostwo w kategorii historycznej, to także mistrzostwo komiksowej krótkiej formy. Co ciekawe przewagę Janusza nad całą resztą „antologicznych” twórców najlepiej widać na przykładzie komiksu do scenariusza Denisa Wojdy. Ot historia klasycznie ograna, schematyczna i cholernie przewidywalna.
Okazuje się że Grzegorz Janusz ma zdecydowanie największego w Polsce pytonga w kategorii krótkiej formy komiksowej.

Pytanie tylko dlaczego Romantyzm jest taki słaby?