poniedziałek, 5 października 2009

Najlepszy z festiwali

Uwaga!
Poniżej dużo tekstu i mało obrazków!
Z perspektywy widza-uczestnika to chyba najlepszy z festiwali, gości sporo (choć niewielu widziałem), spotkań ciekawych sporo ( choć na niewielu byłem), fantastyczne miejsce na galę i imprezę ( byłem).

Świetny pomysł z rozrzuceniem ciekawych spotkań na niedziele - okazuje się że mimo syndromu „dnia powrotu” ludzie byli i się bawili.

Po latach prób i błędów MFK rzeczywiście stał się w pełni profesjonalnym absolutnie nie niszowo-fanowskim przedsięwzięciem, czasy salek potu i linoleum dawno minęły.

Spotkania: byłem na dwóch piętnastkach czyli 15 minut końca Milligana i 15 minut początku Rosińskiego. O Miliganie nic powiedzieć nie mogę za mało widziałem. Natomiast Grześ, no chciałem to zobaczyć czy PapaThorgal ma coś do powiedzenie i niestety nie ma. Po straszliwym wyznaniu, że on autor nie ma absolutnie nic do powiedzenia ( komiksowo) i jest jedynie ilustratorem i kilku złotych myślach dlaczego manga to czyste zło, po pytaniu „czy teraz kiedy armia złego Pytonga szykuje się do starcia z hordami Matadora...” odpadłem i wyszedłem.

Byłem na dwóch pełnych spotkaniach:

KaReL - i tu się trochę wkurwiłem, Karol to ciekawy gość mający poukładane, bardzo ciekawie mówiący o komiksie i swoich pracach, ale niestety spotkanie z nim przypominało „666 niezapomnianych spotkań z emefki”, kiedy to spotkanie prowadzi kolega autora wszyscy bawią się świetnie poza szaraczkiem nie wtajemniczonym w towarzyskie konfiguracje. Prowadzący gwiazduje, gość spotkania nie ma wyjścia musi strzelać jak mu kazano i w efekcie kicha. Pytania z sali uratowały spotkanie, więc nie jest źle. Aha i nie jest to strzał znikąd w kiszkę redaktora Babiela, bo że potrafi to wiem szkoda że on sam o tym zapomniał.

Panel wydawców- brawa dla Repka za POMYSŁ na spotkanie i świetną moderację. Bardzo fajnie było usłyszeć co słychać w dobie kryzysu u naszych wydawców pomimo akcji „Wabik wie lepiej”.


Niestety z przyczyn technicznych nie byłem na Surpiko - ciut nadrobiłem kilkoma kurtuazyjnymi zdaniami w uroczej włoskiej knajpce. Nie byłem na spotkaniu o „Zdradzie” ale po tym co powiedział mi Kuba „dzięki za podwózkę” Oleksak wyłania się z mroku album stanowiący połączenie komiksowego Wiedźmina z Popiełuszką o podobnym wydawniczym sukcesie.

Dobra a teraz rzut oka na to co kupiłem i przeczytałem.

Karton - najbardziej „zhajpowana” emefkowa premiera i słusznie. Po pierwsze to generalnie dobry materiał za dobrą cenę. Absolutnie fantastyczny Asu, który rozbawił mnie szczerze i do bólu poza drobnym zgrzytem, ostatnia, wymuszoną i psującą efekt stroną. Lachowicz jest jak zawsze świetny, Sztybor i Jaszczu puścili trailer serii, a wg mnie trailer świetnego komiksowego albumu, acz jako zajawka czy zabawotko-śmiesznostka to trochę za mało.
Uwagi mam w sumie dwie. Numero uno: boje się trochę czy aby autorzy nie dokonali swego rodzaju mordu założycielskiego rzucając się na serie. Numero due: za mało za krótko, zwiększyć objętość, jak brakuje kasy to poszukać sponsora, to nie są koszty nie do ugryzienia.
Jeśli miałbym zabawić się w wujka dobrą radę, którego i tak nikt nie posłucha i nie powinien, powiem tak: zwiększyć objętość, pół na pół serie i strzały w samopołudnie.

Kolektyw: Gra - duży pozytyw i zaskoczenie. Nie wszystko mi weszło nie wszystko warte jest wspomnienia jak zwykle to bywa, ale ogólne wrażenie miałem więcej niż pozytywne.
Początek raczej słaby jako fan „Firefly’a” czytałem “Recours” Roberta “Bele” Sienickiego i Łukasza Okólskiego z lekkim „łeeeee” na gębie. Miało być Whedonowo a tu właśnie scenariusz kuluje. Historyjka pretekstowa i oczywisto-przewidywalna, do tego autorom zdaje się że dowcip jest wtedy gdy ktoś powie „Chuj”. Obrazki przyjemne, jakiś potencjał to ma bloga śledzę, słowem zobaczymy. Potem coś co mnie zdziwiło czyli duet Bartosz Sztybor i Maciej Pałka i ich “Najwydestyluchniejszy”. Zdziwiłem się bo po pierwsze wyłania się z tego destyluchowego szaleńczego chaosu jakaś historia i Pałka mnie zaskoczył chyba najciekawszą „pałkową” grafą.
Trafił do mnie komiks Olgi Wróbel, za bezpretensjonalność i prostotę w ramach konwencji jaką sobie autorka wybrała. Natomiast absolutnym rozczarowaniem okazał się pimpowany short Daniela Chmielewskiego bo w temacie „Gra” jego pomysł to proty wręcz prostacki skok po bandzie, fajowo rysowana oczywista gra na „grze”.


Okej to tyle. O reszcie popisze jak mi pary starczy i wydobrzeje.

Aha jedna sprawa, po MFK wspólnie z Maciejem Pałką doszliśmy do wniosku, że trochę głupio się robi, jak ktoś kto, poprzez sztywny pal neostrady kreuje się na sieciowego jebakę, publicznie snuje się jako smutny nieśmiały chłopiec po korytarzach i stolikach łódzkiej imprezy.

Miałem nie disssować a jednak nie wyszło.

piątek, 31 lipca 2009

O Sławie

Jakiś czas temu na Motywie drogi dyskutowano o tym jaki debiut jest lepszy dla komiksiarza.
Z ISBN'em czy bez w zinie, czy u Timofa, u Timofa czy w KG, w zeszycie czy w twardo-stolcowej okładce.

W sumie to mi to lata.
Ciekawszym pytaniem jest - Kiedy komiksiarz staje się sławny?
Kiedy zapraszają go do Łodzi i nie każą płacić za wstęp?
Kiedy zapraszają go do Łodzi i zwracają za pociąąąąąk?
Kiedy zapraszają go do Łodzi i fundują hotel, dziwki i majonez?

Czy wtedy kiedy może sikać do tego samego tojtoja co Żan Żiro?
Teraz już mam odpowiedź na to pytanie.

Jest 10:50 jadę tramwajem do pracy, czytam coś, słucham czegoś i już już mam wysiadać tuż za Wisłą, na Podgórzu gdy spojrzałem w górę:

Sławnym komiksiarz jest wtedy gry o jego urodzinach dowiaduje się lwia część milionowego miasta....
Fak mi!
Wszystkiego dobrego dla Śledzia

poniedziałek, 20 lipca 2009

Na froncie bez zmian

No właśnie zacząłem znowu komiksy czytać, nawet o superfacetach i nawet mi się podobało.
Nawet napisać coś miałem tutaj o tym i owym, skończyć scenar lub dwa w tym jeden o wojnie polsko-czeskiej, ale ni z tego ni z owego pojawił się nowy Covert Front i chcieć czegokolwiek komiksowego mi się odechciało...

Można się pałować milionami rzeczy: liczbą graczy, komentarzami,i mailami od fanek z Japonii i (tym bardziej) niedalekiej Rumuni tak jak można sikać ze szczęścia z powodu zupełnie nowej i atrakcyjnej oferty wydawniczo komiksowej niezależnie tej czy tamtej .

Ale całe to pałowanie niczym się staje gdy dostajesz ot tak z rana taki oto tekst:

Covert Front isn't just a great point-and-click adventure. It's a great story

Jeb i bum
A zatem bierzcie i grajcie:

czwartek, 16 lipca 2009

Summer Animation Days - czyli jednak bywam na kulturalnych imprezach

No i tak.
Mały Rynek w Krakowie, godzina 21:30 temperatura powyżej 30 stopni, leje ciska gromami a tu jednak spory tłumek siedzi popija alko, pali petki i ogląda coś co ma się nijak do pixarowo-dreamworksowo-animacyjnej rzeczywistości.

Na pierwszy ogień poleciały filmy nagrodzone w konkursie Filmów Animowanych Animator w Poznaniu.
Ja się generalnie nie znam , ale Grand Prix tego festiwalu film Edith Stauber, wgniótł mnie w twarde krzesło, a po projekcji przecierałem gały ze zdziwienia.
Że tak można.
Że się da.
Że to nie ginie gdzieś tam w zalewie festiwalowych dziwadeł.


Generalnie dla mnie rewelacja, pomijam tutaj głos paniusi z Filmwebu: "Eintritt zum Paradies um 3E20 - film bez ŻADNEJ akcji może wybronic się dobra animacją. A tu - ani jedno, ani drugie..."
Zobaczyć mozna samemu i ocenić...


Co dalej?
"Chainsaw" Dennisa Tupicoffa, 25 minut dobrego konceptu, dobrej animacji mixu klasycznej 2D i rotoscopu.


Film skacze pomiędzy trzema watkami: prawdziwej historii byka Chainsaw, życiu i śmierci Luis Miguela,jego romansie z Avą Gardener i fikcyjnej opowieści o miłości Franka i Avy.

To długi film ponad 25 minut i mówiąc szczerze przez pierwsze 10 minut byłem skołowany w klasycznym WTF'aku. To jak autor splata ze sobą wszystkie watki szczytując (dosłownie i w przenośni) w zakończeniu robi wrażenie jak cholera.

Filmu na jutubach nie ma więc tylko skromne prewiuuuu i trochę tutaj


Co warte uwagi ale nie nowe to przede wszystkim „La maison en petits cubes” czyli Dom z małych kostek autorstwa Kunio Kato, i tutaj w sumie nie ma o czym mówić bo o tym człowieku i jego filmach pisał już Marceli S.

I tak, metafora czasu jako wody może zdaje się zużyta ale w tym wydaniu jest na tyle ładna że mnie chwyta, podróż przez kolejne warstwy/kostki/piętra łapie za gardło bez sztucznej ckliwości.
Co ciekawe to jest w 100% film kinowy - oglądanie go w wersji monitorowej pikselozy absolutnie go zabija więc nawet gdyby pozostałe prezentowane filmy okazałyby się magakupami ( a tak nie było) zobaczyć Kato na dużym ekranie zdecydowanie było warto.

film jest dostepny tukej:



A zaraz po tym chwila wytchnienia od poważnych sztuk i tematów w stylu "Aardmanowskim"
Czyli "Gerald's last day", urocze i słodkie jako ten miód

To tyle, o węgierskiej przeglądówce i przygodach koguta dilera w zagrodzie bez wsparcia video nie ma sensu opowiadać...

środa, 1 lipca 2009

Z Sodomy do Gomory jedzie się tramwajem

Jak pisał jeden pan o trasie, którą pokonuje codziennie od 15 lat.
I od 15 lar nie spotkałem nikogo (słownie zero, null) nikoguśienko kto czytałby komiks.
W tym wyrazie przyjaźni polsko - niemieckiej jakim jest pojazd szynowy MPK.

a tu nagle bęc!


Zatem postanowiłem uczcić ten fakt i taki konkursik ogłaszam co ta Pani (bo to pani jest) czyta?

ale uwaga nie kogo, bo to proste, ale jaki album.

Nagroda na miarę doniosłości chwili - zrobię fotę półki i osoba, która trafi dostaje jedyną w swoim rodzaju szanse wybrania sobie nagrody .
A co, to historyczne wydarzenie

Edit: nie, to nie jest Thorgal, i nie jest to komiks po polskuuuuu (myslałem że kreska jest tak charakterystyczna że to banalne jest...)

EDIT:
Nikt nie trafił niestety a było to:

The Life and Times of R. Crumb


Jako że Kic był najbliżej poproszę o kontakt w celu odbioru nagrody